O mnie

Nazywam się Magda Słomkowska.  Jestem doulą (czt. dulą) od 2009 roku, ukończyłam pierwszy w Polsce kurs doulowy w Fundacji Rodzić po Ludzku.   I cały czas uczę się dalej: teorii na różnych kursach i szkoleniach oraz praktyki - towarzysząc kobietom lub obydwojgu rodzicom przed, po i w trakcie porodu. Należę do Stowarzyszenia Doula w Polsce i jestem tam obecnie doulą stażującą, choć spełniłam już, z naddatkiem,  warunki aby być doulą certyfikowaną. Tylko ciągle nie znajduję czasu, aby wypełnić i wysłać odpowiednie papierki :)  

Moja przygoda z macierzyństwem rozpoczęłą się, gdy w wieku 16 lat kupiłam sobie książkę prof. Fijałkowskiego, który rozkręcał ideę szkół rodzenia w Łodzi (pracował w szpitalu Madurowicza) oraz w Polsce. Jego syn był pierwszym tatusiem obecnym przy porodzie swojego dziecka.  Książka mnie zafascynowałam, od tej pory leżała pod moją poduszką i czytałm ją do snu :)

A później, po kilku latach zaczęłam praktykować :) Mój pierwszy syn urodził się w szpitalu.Było to dość dawno temu. Fundacja Rodzić po Ludzku dopiero zaczynała raczkować ze swoją akcją, która w olbrzymim stopniu przyczyniłą się do poprawy warunków panujących na porodówkach i lepszego traktowania kobiet. A więc urodziłam na leżąco, z przebitym pęcherzem płodowym  (i tekstem lekarza " co tak krzyczysz, przecież masz rodzić)"   podłączoną bez pytania oksytocyną i niecięciem krocza. Synek, po około 2 godz. (co i tak było sukcesem w stosunku do innych szpitali) został zabrany na noc. Kolejny raz zobaczyła go o 7 rano,  gdy zwisał pom ranem w trakcie kąpielim i wydzierał się niesamowicie. Przeżyłam więc wszystko, czego nie chcemy podczas porodu (oprócz dokarmiania butelką) i co, na szczęście, zdarza się coraz rzadziej, a w niektórych łódzkich szpitalach wręcz sporadycznie.

Mój drugi synek urodził się w domu, nie przez przypadek, bardzo tego pragnęłam, również po kolejnej lekturze "do poduszki" tym razem autorstwa położnej Irent Chołuj. Maluszek tak bardzo spieszył się, aby obejżeć świat po drugiej stronie brzucha, że cały poród trwał 1 godz. 25 min. Mój Pysio "wyskoczył" zamin zdążyli do mnie przyjechać położna oraz lekarz. Troche było hadkorowo, nie byłam przygotowana do jednoczesnego rodzenia i przyjmowania własnego porodu :)  Ale wszystko poszło idealnie, nawet krocze było w porządku :) 

Od tego czasu wiem, że w kobietach tkwi olbrzymia , cudowna moc,. Tylko często boimy się, że jak się poddamy innstynktowi, to zdarzy się coś strasznego, bo "lekarz na pewno wie lepiej". Na szczęście położne mają do rodzący coraz większe zaufanie i zachęcają je do spontanicznego zachowania w treakcie porodu.

Moja pasja, hobby i praca to jedno i to samo  :))))))